.png)

RAG N03
Skittles La Millou*PL
O: Alice LaMillou*PL
M: IT*Purrstorm Francesco
Skittles to bez wątpienia król naszego domu. Nie dlatego, że próbuje nim rządzić, ale dlatego, że trudno nie zakochać się w nim od pierwszego spotkania.
Obecnie waży około 8,5 kg i jest dokładnie takim kocurem, jakiego zawsze marzyłam się doczekać. Imponujący, piękny, a jednocześnie tak łagodny i kochający, że czasami trudno uwierzyć, że w tak dużym ciele mieszka aż tyle czułości.
Przy wyborze kotów ogromną wagę przywiązuję do charakteru. Wygląd jest ważny, ale to właśnie charakter sprawia, że chce się żyć z kotem przez kolejne kilkanaście lat. I pod tym względem Skittles okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę.
To jeden z najbardziej proludzkich kotów, jakie miałam okazję poznać. Uwielbia bliskość człowieka i aktywnie jej poszukuje. Głaskanie po brzuszku? Jak najbardziej. Leżenie na kolanach? Jeszcze lepiej. A jeśli znajdzie wolną klatkę piersiową, najchętniej ułoży się na niej na kilka godzin, nie przejmując się zupełnie tym, że właściciel chciałby od czasu do czasu zaczerpnąć powietrza.
Mimo swoich imponujących rozmiarów, w głębi duszy pozostał małym kociakiem. Kiedy domaga się pieszczot, potrafi piszczeć dokładnie tak samo jak kilkutygodniowy maluch. Trudno nie uśmiechnąć się na ten widok, zwłaszcza gdy ten ogromny kocur zachowuje się jak najmniejsze kociątko w domu.
W relacjach z innymi kotami jest zazwyczaj świetnym kompanem. Chętnie nawiązuje kontakty, dobrze odnajduje się w stadzie i nie szuka konfliktów. Oczywiście pod jednym warunkiem — że nie mówimy o dorosłych kocurach. W ich przypadku potrafi przypomnieć sobie, że jest przystojnym samcem i że konkurencja zdecydowanie nie należy do jego ulubionych rzeczy.
Skittles jest nie tylko wyjątkowym kocurem hodowlanym. Jest przede wszystkim cudownym przyjacielem, który każdego dnia przypomina mi, dlaczego tak bardzo kocham rasę Ragdoll.
To wielki miś o jeszcze większym sercu. Taki kot, którego nie da się nie kochać.

RAG N04
Kingston Minkadolls*NL
Mama: Minkadoll's Ashley Amazing Kiss
Tata: Minkadoll's Champion Rose
Są koty, które zachwycają wyglądem. Są koty, które urzekają charakterem. A potem są takie koty jak Kiki, które mają jedno i drugie.
Kingston, nazywany przez nas po prostu Kiki, przyjechał do naszego domu z Holandii i od pierwszych dni zachowywał się tak, jakby mieszkał tu od zawsze. Bez stresu, bez wielkich dramatów i bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. Po prostu wszedł do naszego życia i idealnie się w nim odnalazł.
Jeśli miałabym opisać go jednym zdaniem, powiedziałabym: anioł w kociej skórze.
Przy wyborze kotów charakter zawsze odgrywa u mnie najważniejszą rolę. To właśnie on decyduje o tym, jakimi rodzicami będą moje koty i jakie cechy przekażą swoim dzieciom. Dlatego wybór kocura jest dla mnie szczególnie ważny. Kiki był pod tym względem dokładnie tym, czego szukałam.
To niezwykle łagodny, zrównoważony i proludzki kocur. Uwielbia kontakt z człowiekiem i należy do tych kotów, które najchętniej spędzałyby większość dnia przyklejone do swojego opiekuna. Jest typowym kocurem nakolankowym — takim, który z wielką przyjemnością wtula się w człowieka i uważa, że każda wolna para kolan została stworzona specjalnie dla niego.
Ma w sobie ogromne pokłady czułości, ale jednocześnie jest niesamowicie spokojny i bezkonfliktowy. Doskonale dogaduje się z innymi kotami i niemal od pierwszego dnia znalazł wspólny język z całym naszym stadem. Nie szuka konfliktów, nie próbuje dominować i nie musi nikomu udowadniać swojej pozycji. Po prostu jest dobrym, kochanym kotem, którego lubią zarówno ludzie, jak i inne zwierzęta.
Jestem ogromnie dumna, że trafił właśnie do naszej hodowli. Każdego dnia utwierdza mnie w przekonaniu, że była to doskonała decyzja. Mam również ogromną nadzieję, że swoim dzieciom przekaże ten wyjątkowy, łagodny i niezwykle przyjazny charakter, który tak bardzo w nim kocham.
A wygląd?
Dla mnie Kiki jest kocim ideałem.
Przez długi czas szukałam kocura o tak mocnej budowie, pięknej głowie, doskonałym profilu i słodkim wyrazie pyszczka. Kocura, który będzie jednocześnie imponujący i pełen uroku. Kiki spełnił wszystkie te oczekiwania.
Mocny kościec, duża sylwetka, piękne futro i ten charakterystyczny, miękki wyraz spojrzenia sprawiają, że trudno przejść obok niego obojętnie. Jest dużym, efektownym kocurem, ale jednocześnie zachował w sobie coś niezwykle delikatnego i słodkiego.
Patrząc na niego, widzę dokładnie takiego kocura, jakiego marzyłam mieć w swojej hodowli. I bardzo wierzę, że w połączeniu z moimi dziewczynami stworzy kolejne pokolenia pięknych, zdrowych i cudownie zrównoważonych ragdolli.

kastrat MAINE COON
Harry Olira*CZ
Niektóre marzenia spełniają się po cichu. Inne wchodzą do domu, ważą 11 kilogramów i natychmiast zajmują miejsce w sercu całej rodziny.
Harry jest spełnieniem mojego wieloletniego marzenia o posiadaniu kocura rasy Maine Coon. Przez lata wyobrażałam sobie, jaki będzie ten wymarzony kot. Rzeczywistość okazała się jeszcze piękniejsza.
Od pierwszych dni idealnie odnalazł się w naszym domu i wśród całego stada. Trudno znaleźć kota, który go nie lubi. Kochają go kotki, szanują kocury, a kocięta traktują jak starszego brata, opiekuna i najlepszego przyjaciela jednocześnie.
Harry ma w sobie niezwykłą łagodność i cierpliwość. Zawsze imponowało mi to, jak pięknie odnajduje się w relacjach z innymi zwierzętami. Nigdy nie musi niczego udowadniać. Jego spokój i dobre serce sprawiają, że wszyscy po prostu chcą być blisko niego.
A jego charakter? Cóż… jestem przekonana, że to mała kocia dziewczynka uwięziona w ciele ogromnego, jedenastokilogramowego kocura.
Harry potrafi piszczeć jak maleńkie kociątko, domagać się czułości z rozbrajającą delikatnością i zachowywać się tak słodko, że trudno uwierzyć, jak potężnym jest kotem. Czasami chyba sam zapomina o swoich gabarytach. Zdarza mu się z całym impetem położyć na moim brzuchu lub klatce piersiowej, przekonany, że nadal waży tyle co kilkumiesięczny maluch.
I choć w takich chwilach ledwo łapię oddech, nie zamieniłabym ich na żadne inne.
Harry jest typowym kotem nakolankowym. Uwielbia bliskość człowieka, przytulanie i wspólnie spędzony czas. W jego obecności trudno się nie uśmiechać. Ma w sobie coś niezwykle kojącego, ciepłego i dobrego.
Kocham go ogromnie i bezgranicznie. Jest jednym z tych wyjątkowych zwierząt, które nie tylko mieszkają z człowiekiem, ale stają się częścią jego życia, codzienności i najpiękniejszych wspomnień.
Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje również jego hodowlana mama, Irina. Od momentu, gdy Harry do nas przyjechał, połączyła nas piękna przyjaźń, za którą jestem ogromnie wdzięczna.
Dziś nie wyobrażam sobie naszego domu bez Harrego. Mam wrażenie, że był jego częścią od zawsze.
I jestem pewna, że gdyby Harry potrafił czytać, właśnie siedziałby na moich kolanach i mruczał z aprobatą, podczas gdy próbowałabym napisać ten tekst.
